Spółdzielnie jako składowa Polskiego Państwa Podziemnego

Polskie Państwo Podziemne okresu II wojny światowej jest fenomenem historycznym, który właściwie nigdzie nie zaistniał w podobnej formie. W powszechnym przekonaniu pieniądze na jego funkcjonowanie pochodziły z Londynu. Jest to tylko część prawdy, gdyż znaczny dopływ gotówki gwarantowały spółdzielnie działające w Generalnym Gubernatorstwie (na terenach włączonych do III Rzeszy polska spółdzielczość została zlikwidowana, na terenach włączonych do ZSRR formalnie, przynajmniej częściowo, trwała, choć w rzeczywistości została podporządkowana Sowietom). Niemcy zgodzili się na funkcjonowanie niektórych gałęzi spółdzielczości, m.in. spółdzielczości spożywców, której zadaniem było zaopatrzenie ludności miejskiej oraz spółdzielczości wiejskiej, która jednak musiała ściągać kontrybucje. Warunkiem było udostępnianie ksiąg rachunkowych niemieckim kontrolerom. Oczywiście w „papierach” zawsze wszystko było w porządku. Niemcy, przyzwyczajeni do uczciwości w spółdzielczości, nie przewidzieli „polskiej kreatywności” – polscy kooperatyści prowadzili podwójną rachunkowość, a część niewidocznego dla okupanta zysku przeznaczali na zakup broni czy medykamentów. Znaczna część towarów, szczególnie żywności, widniała tylko w nieoficjalnych rachunkach, a przeznaczana była dla oddziałów podziemia. Spółdzielcy mieli pod swoją opieką tajne nauczanie (utrzymanie profesorów, udostępnianie sal dla nauczycieli itp.), często też użyczali pojazdów na potrzeby przewozu towarów czy ludzi na akcje. Jeszcze jedną „specjalizacją” kooperatystów było wystawianie lewych kenkart (dokumentów potwierdzających zatrudnienie) dla członków podziemia, które w znacznej mierze chroniły przed wywózkami na roboty do Rzeszy.