Budujmy domy spółdzielcze

W piwnicznej izbie zmrok stoi siny.

Umiera matce Jaśko jedyny!

Umiera Jaśko pod obrazami…

Święta Panienko, módl się za nami!”.

Maria Konopnicka

Nie pomoże rozpacz matki patrzącej na śmierć swego jedynego dziecka, nie pomogą modlitwy gorące, Jaśko musi umrzeć, bo niegodziwi ludzie żałowali mu światła i słońca. Kazali mu mieszkać w izbie wilgotnej i ponurej, z której okien nawet skrawka nieba nie widać! Dziecina tęskni do zieleni, powietrza i przestrzeni, tęskni i cierpi, wreszcie przedwcześnie umiera!

A przecież matka przyroda dała darmo nam wszystkim słońce, powietrze i zieleń. Dlaczego zatem nie wszyscy mogą cieszyć się tymi darami w jednakowym stopniu? Dlaczego w dużych miastach na małym skrawku ziemi buduje się ciasne i ciemne mieszkania, w których muszą mieszkać dzieci? Dlaczego w gorące dni letnie miejscem zabaw dziecięcych jest małe kamienne podwórze, które swym wyglądem studnię przypomina, rynsztok przydrożny lub ulica pełna kurzu, brudu i niebezpieczeństw?

Czy nie można budować domów o wielkich oknach, wychodzących na zalany słońcem i pełen zieleni i kwiatów dziedziniec? Można, jeśli naprawdę kocha się dzieci i młodzież i pragnie się, aby wszystkim dzieciom było dobrze i żyło się zdrowo.

A młodzież i dzieci kochają naprawdę spółdzielcy! Zebrali rodziców, ci złożyli udziały i wkłady, i wspólnym wysiłkiem zbudowali domy „z takimi oknami, żeby złote słonko świeciło nad nami”.

I powstała w Warszawie Warszawska Spółdzielnia Mieszkaniowa na przedmieściu zwanym Żoliborz. Kiedy nasi spółdzielcy przystąpili do budowy tego wielkiego osiedla, Żoliborz był piaszczystą pustynią. Miejsce to podobało się założycielom Warszawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej, bo właśnie było dużą przestrzenią, po której hulały orzeźwiające i oczyszczające atmosferę wiatry od pobliskiej Wisły. Postawili bardzo dużo domów, w których samych dzieci, nie licząc rodziców i starszych, mieszka 1500.

Ale nie na tym koniec. Dzieci lubią dużo biegać i bawić się na powietrzu. Ci, co budowali kolonie, wiedzieli o tym. Toteż kolonie nasze mają ogromne dziedzińce-ogrody, w których od wczesnej wiosny do późnej jesieni kwitną kwiaty. Zieleńce i krzewy oddane są w opiekę dzieciom i młodzieży. Myślicie, że je kto niszczy albo zrywa samowolnie kwiatki? Nie. Dzieci wiedzą, że piękny widok ślicznie utrzymanych dziedzińców musi cieszyć wszystkich mieszkańców osiedla. One wiedzą, że wyhodować kwiatek to rzecz wymagająca wiele zachodu, bo same to robią, pracując w ogrodzie szkolnym na własnym zagonku.

W ogrodzie tym jest jeszcze jedna dla dzieci niesłychanie ciekawa rzecz: zwierzyniec. Są w nim króliki, lisy, gołębie, bocian, kury, świnki duże i małe – morskie. Troszczą się o te zwierzęta dzieci ze szkoły Robotniczego Towarzystwa Przyjaciół Dzieci. Towarzystwo to prowadzi dla dzieci osiedla szkołę, świetlicę, czytelnię, poradnię lekarską i przedszkole. Warto zobaczyć to przedszkole! Szklany dom, dosłownie jak w bajce! Tylko podłoga z drzewa i sufit z blachy.

Nie od razu najmłodsze dzieci osiedla –„przedszkolaki” – ten dom dostały. Dopiero rok upłynął od czasu, jak go zbudowano. Toteż trzeba było widzieć radość i szczęście dzieci w dniu przeprowadzki. Szedł uroczysty pochód ze starego przedszkola do nowego z biciem w bębenki i śpiewem. Każde dziecko niosło jakiś sprzęt, aby własnymi siłami te przenosiny urządzić. Serce tajało z radości na widok rozradowanych i szczęśliwych dzieci.

Pośrodku osiedla wybudowali centralną kotłownię, w której w zimowe miesiące dzień i noc płonie ogień, grzejąc wodę, przesyłaną podziemnymi rurami do każdego mieszkania. Woda ta, przepływająca ustawicznie przez grzejniki umieszczone w każdej izbie zamiast pieca, ogrzewa całe mieszkanie równomiernie i systematycznie. Słońce i powietrze dostaje się do mieszkania przez szerokie jak ściana okna. W suchym, widnym i ciepłym mieszkaniu spółdzielczego osiedla żadne dziecko nie może czuć się źle.

Zimą, gdy zła pogoda nie zawsze pozwala na dłuższe przebywanie na powietrzu, a ze ślizgawki z powodu braku mrozu korzystać nie można, każdy chętnie wolną chwilę spędziłby przy książce albo jakiej innej ciekawej robocie. Ale w domu trudno, bo i miejsca nie ma, a i rodzice niezbyt chętnie pozwalają majstrować, bo przy tym robi się trochę nieporządku i zamieszania. Dlatego dla dzieci zorganizowano świetlicę, w której można się uczyć i bawić do woli, nikomu nie przeszkadzając. Można pójść do czytelni, gdzie jest cichutko, jakby „makiem zasiał”, i gdzie można usiąść przy wygodnym stoliku i przy dobrym świetle czytać książkę, wziętą z półki bibliotecznej.

Kto lubi majstrować, może pójść do warsztatu i mieć urządzenia i materiał do pracy. Na wystawie, którą właśnie w tych dniach urządzono, widziałam nawet zegar zrobiony własnoręcznie przez jednego z młodych mistrzów.

W takim osiedlu nie tylko się mieszka, ale się żyje pełnią życia, rozwija mózg i serce, uczy się współdziałania w trudach i współżycia w zabawach. Toteż takie osiedla spółdzielcze powinny powstawać we wszystkich miastach. Człowiek mieszkający dobrze, sam staje się lepszy i spokojniejszy.

Warszawska Spółdzielnia Mieszkaniowa rada, by wszystkie przedmieścia naszej stolicy zabudować takimi spółdzielczymi osiedlami. Już wybudowała podobne do żoliborskiego osiedle na Rakowcu i jeszcze tam budować będzie. Chciałaby budować na Woli i na Pradze i na Mokotowie – wszędzie, gdzie w ruderach mieszkają dzieci robotnicze i więdną jak ten Jaśko, o którym Maria Konopnicka tak smutnie napisała.

Potrzeba jednak, żeby i rodzice chcieli tego samego, tworzyli spółdzielnie i wespół z nimi starali się o dobre mieszkania dla swych dzieci.

Janina Święcicka

_________________________
Powyższy tekst pierwotnie ukazał się w miesięczniku „Młody Spółdzielca. Przewodnik dla spółdzielni uczniowskich” nr 3-4/1936, maj 1936. Pismo to było wydawane przez „Społem” Związek Spółdzielni Spożywców RP. Od tamtej pory tekst nie był wznawiany, ze zbiorów Remigiusza Okraski, poprawiono pisownię wedle obecnych reguł.

Przedruk (wraz z powyższym przypisem) był możliwy dzięki uprzejmości portalu Lewicowo.pl, patrona medialnego strony Muzeum. Koleżankom i Kolegom z Lewicowa serdecznie dziękujemy.